Wywiad z Olgą Grygier-Siddons

Maria Hankała: Wiele w życiu osiągnęłaś. Zajmujesz stanowisko prezesa PwC na Europę Środkową i Wschodnią, zasiadasz też w globalnej radzie strategicznej PwC. Jak jest Twoja recepta na sukces?

Olga Grygier-Siddons: W dużej mierze zawdzięczam go pasji, fascynacji. Od pierwszych dni mojego pobytu w Wielkiej Brytanii, gdzie wyjechałam zaraz po maturze, tuż przed stanem wojennym, na zaproszenie wujka, pociągała mnie przedsiębiorczość i podejście ludzi do pracy. Ten wysoki poziom życia, którym się cieszyli był kreowany przez biznes. Ludzie mieli możliwość zarabiania przez to, że tworzyli coś, co było ważne dla innych. Te zasady uderzyły mnie przejrzystością w porównaniu z tym, co się wtedy u nas działo. To mnie pociągnęło, chciałam zrozumieć zależności, sposoby i mechanizmy, które za tym stały i ostatecznie doprowadziło mnie to do miejsca, w którym obecnie się znajduję.

Nigdy też nie przychodziłam do pracy podliczać cyferek, tylko zmieniać świat. Brzmi to może nieco patetycznie, ale tak to wówczas odczuwałam i do dziś tak do tego podchodzę. Myślę, że kiedy wierzy się w to, co się robi, można osiągnąć wiele, ale też musimy mieć świadomość, że będziemy popełniać błędy. Winston Churchill powiedział kiedyś, że sukces to przechodzenie od jednej porażki do drugiej bez utraty entuzjazmu. Sama porażka nie jest zła. Ma tylko gorzki smak. Najgorszy jest paraliżujący strach przed nią. Nie można się poddawać, trzeba nauczyć się wyciągać wnioski i brać pod uwagę, że tak jak nam się jakieś niepowodzenia przydarzały, tak będą nadal się nam przydarzać, z tym że na pewno już mniej. Warto też czerpać z doświadczeń innych i dlatego tak ważne są dobre relacje wynikające z dobrych praktyk.

MH: Czy według Ciebie zarządy powinny być różnorodne? Jakie korzyści płyną z tego, że kobiety coraz częściej biorą ster zarządzania w swoje ręce?

OG-S: Uważam, że różnorodne środowisko pracy skutkuje o wiele lepszymi wynikami. Jest to więc korzystne z biznesowego punktu widzenia. Mam nadzieję, że zmiany będą następować coraz szybciej i proporcje udziału kobiet i mężczyzn na najwyższych szczeblach będą się wyrównywać. Obecnie jesteśmy w Polsce na etapie przejściowym między konkurencyjnością cenową a pozacenową - dotyczącą wartości. Właśnie tego potrzebuje gospodarka i nasze przedsiębiorstwa. Potrzebują one przywódców i kierownictwa mających pełen zakres umiejętności.

Nie ma żadnego powodu by wątpić, że wśród kobiet można znaleźć równie wielkie talenty biznesowe jak wśród mężczyzn.  A skoro tak, to znaczy że społeczeństwo, które świadomie ogranicza intensywne poszukiwania talentów przywódczych do swojej męskiej połowy po prostu traci część szans na rozwój.  Bo w drugiej, kobiecej połowie społeczeństwa wiele talentów pozostaje ukrytych i niewykorzystanych.

MH: Z tego co mówisz widać, że wspieranie kobiet w biznesie jest dla Ciebie ważne. Jesteś też zaangażowana w szereg inicjatyw promujących przedsiębiorczość kobiet. Możesz powiedzieć kilka słów o którejś z nich?

OG-S: PwC jest jedną z pierwszych firm, które dołączyły do ONZ-owskiej inicjatywy „HeForShe”, w ramach której mężczyźni na wysokich stanowiskach w naszym regionie uczą kobiety jak dokonać postępów w karierze zawodowej – i pomagają im w tym procesie.

Natomiast na naszym lokalnym gruncie, w Polsce, zauważyliśmy - w trakcie naszej codziennej pracy z klientami - wśród których jest coraz więcej kobiet zasiadających w zarządach i w fotelach prezesów, że w wciąż brakuje miejsca, gdzie takie panie mogłyby się spotykać, wymieniać doświadczeniami i dyskutować. Tak właśnie powstała zainicjowana przez PwC Loża Kobiet Biznesu. W spotkaniach Loży biorą udział panie piastujące najwyższe stanowiska zarówno w spółkach prywatnych, jak i państwowych czy też prowadzące własne biznesy – jest to świetna okazja do wymiany doświadczeń i spostrzeżeń.

Angażujemy się również w zewnętrzne inicjatywy. Wierzę, że łącząc siły, razem możemy więcej. Dlatego też PwC od lat jest m.in. partnerem konkursu Bizneswoman Roku organizowanego przez Sukces Pisany Szminką. Dzięki tej inicjatywie sukcesy kobiet są nagłaśniane, przez co stanowią inspirację i motywację dla innych pań do podejmowania wyzwań w świecie biznesu.

MH: Nie ma wątpliwości, że na kluczowych stanowiskach w biznesie jest zdecydowanie za mało kobiet. Ale czy to nie jest też tak, że my kobiety, same często sobie stawiamy szklany sufit?

OG-S: Tak rzeczywiście bywa. Mentalność -  tu jest najwięcej do zrobienia. Widać to w takich klasycznych sytuacjach rekrutacyjnych - jest zdumiewająca różnica między kandydatami-mężczyznami a kobietami. Kiedy mężczyzna dowiaduje się, że rozważasz jego kandydaturę na stanowisko on bardzo często odpowiada: ”Doskonale! Przecież idealnie się do tej pracy nadaję!” Kiedy kobieta słyszy to samo pojawiają się wątpliwości: „Nie wiem, nie jestem pewna, może jednak nie mogę tego zrobić, co się stanie z moją rodziną, dziećmi, mam przecież tyle zobowiązań wobec nich”, albo kiedy przychodzi czas, aby porozmawiać o awansie bądź podwyżce mężczyzna wierzy, że jak najbardziej na podwyżkę zasługuje i świetnie się nadaje, kobieta natomiast szuka w sobie słabości, które ją dyskwalifikują. To są bardzo klasyczne reakcje. Różnica leży w tym, że bardzo często kobiety mają tendencję do dążenia do doskonałości i często porównują się z doskonałościami, koncentrują na tym, co je od doskonałości dzieli, a mężczyźni zazwyczaj koncentrują się na tym, co mają.

To się powinno zmieniać przede wszystkim. Kobiety powinny wykorzystywać swoje kompetencje do budowania swojej własnej wartości i pewności siebie, powinny wiedzieć, że dokładnie tu i teraz mają wszystko, czego im potrzeba. Wszyscy na tym skorzystamy, bo moim zdaniem biznes w tej chwili potrzebuje kobiecej inteligencji emocjonalnej.

MH: Czy możemy założyć, że przyszłość pod tym względem będzie wyglądała inaczej? Bo jeżeli tak, to zmienić się musi mentalność w ogóle, nie tylko kobiet, zmienić się musi też pojęcie lidera, definicja przywódcy. Czy to się też już dzieje?

OG-S: Sytuacja zaczyna ulegać zmianie i mówią o tym już liczby. Pokazuje to m.in. przygotowywany co roku przez PwC raport „Global CEO Survey”, w którym grupa zarządzających 2500 spółkami w Polsce i na świecie ocenia tendencje i trendy zachodzące na rynkach. Od kilku lat obserwujemy rosnący odsetek nowo nominowanych kobiet na prezesów firm. Przewidujemy, że w roku 2040 będzie to 30%.

Jest to jeszcze dość odległa perspektywa, ale coraz bardziej osadza się w naszej świadomości przeświadczenie, że przywództwo nie ma płci, bo zarówno kobiety, jak i mężczyźni mogą być zarówno wspaniałymi, przeciętnymi, ale też niestety kiepskimi liderami. Nie ulega jednak wątpliwości, że kobiety mają duże zdolności przywódcze. Nie da się nie zauważyć, że coraz więcej dziewcząt osiąga lepsze, niż chłopcy wyniki w szkole. Badania pokazują, że w Stanach Zjednoczonych 57% studentów kończących studia licencjackie to kobiety, w Polsce odsetek ten jest nawet większy i wynosi już 64%. Przykrym faktem jest jednak to, że te osiągnięcia akademickie nie przekładają się na szybki wzrost liczby kobiet na stanowiskach zarządczych w organizacjach. Nadal widać rozbieżność, że z jednej strony kobiety są dobrze wykształcone
i czują, że mogą wiele osiągnąć, ale z drugiej trochę boją się i czują pewną rezerwę, gdyż nie wierzą w swoje kompetencje i możliwości. Dlatego jednym z wyznaczonych sobie przeze mnie zadań jako szefowej firmy na region Europy Środkowo-Wschodniej jest zwiększenie liczby kobiet bezpośrednio mi podlegających. Ale także jednocześnie zachęcam firmy, z którymi współpracuję, do podejmowania takich samych kroków. Marzy mi się, aby wyprzedzić prognozy, i żeby to, co ma się stać w roku 2040 stało się o wiele szybciej. Nie jest to niemożliwe, gdyż dynamika zmian na świecie jest w tej chwili zjawiskowa.

MH: Czyli jakie cechy powinien mieć dobry przywódca?

OG-S: Mówiąc o przywództwie nie ma tak naprawdę jednej właściwej definicji jak być świetnym liderem, nie ma jednego stylu, nie ma jednego podejścia. Mądrość lidera polega na tym, że dobiera do danej sytuacji najlepsze narzędzia, najlepsze instrumenty tak, aby dany problem rozwiązać.

Daniel Goldman, spec od inteligencji emocjonalnej, mówi, że szefowie powinni stosować różne style
i metody zarządzania, w zależności od sytuacji. Porównuje to do gry w golfa, w której najpierw patrzysz, jakie są warunki pogodowe i terenowe, gdzie jest dołek, a gdzie piłka, dopiero potem wybierasz odpowiedni kij. Jestem raczej kiepską golfistką, ale bardzo podoba mi się ta metafora, bo moim zdaniem podstawą jest właśnie elastyczność, ale też współpraca, otwartość i słuchanie. Bardzo podoba mi się powiedzenie: „że nikt z nas nie jest tak mądry jak wszyscy z nas”.

MH: Jak łączysz życie rodzinne z tyloma obowiązkami? Myśląc stereotypowo kobieta z tyloma sukcesami i z pozycją taką jak Twoja osiągnęła wszystko kosztem swojego życia prywatnego, rodzinnego. Wiemy, że w Twoim wypadku jest zupełnie inaczej. Masz męża, dwójkę dzieci, często wspominasz rodzinę. Czy znalazłaś jakiś złoty środek? Może znajdziesz jakąś radę dla pań, które swą karierę zaczynają i obawiają się o ten aspekt swojego życia.

OG-S: Na podstawie swojego doświadczenia mogę powiedzieć, że najtrudniej jest na niższych szczeblach, bo wtedy w największym stopniu trzeba się dostosowywać do innych. Wyżej jest dużo większa odpowiedzialność, ale też łatwiej o pełną decyzyjność, która pomaga pogodzić obowiązki rodzinne z pracą. Dlatego nie ma co się bać awansów. A im więcej kobiet przebije się przez ten średni poziom, tym lepiej dla oczywiście firm.

Ja osobiście lubię łączyć. Lubię słowo „i", nie lubię słowa „albo". Dlatego wierzę, że da się pogodzić karierę i dom. Mój mąż Jonathan także intensywnie pracuje. Poznaliśmy się na studiach. Zawsze byliśmy kumplami, wspólnie rozpoczynaliśmy pracę, wybraliśmy kariery w podobnych obszarach, podobnie się one rozwijały. Od początku mąż wspierał mnie, a ja męża, i tak jest nadal. Wspominałam wcześniej o tej mentalności, która blokuje kobiety; bywa, że na zjazdach rodzinnych moje ciocie bardzo często wzdychają: A tobie się jeszcze chce? Albo zadają nieprzyjemne pytania mojemu mężowi: Dlaczego twoja żona nadal musi pracować? Jonathan odpowiada wtedy: „bo chce”. Mąż ma nie tylko ponad dwudziestoletnią praktykę w biznesie, ale jest też coachem biznesowym, z czego ochoczo korzystam.

Życie rodzinne i w ogóle sfera prywatna jest czymś, czego nie można nigdy zaniedbywać. Te dwa aspekty życia potrafią się doskonale uzupełniać, a wsparcie osób najbliższych pozwala osiągać rzeczy niewiarygodne. Myślę, że dotyczy to zarówno pań jak i panów. Każdy powinien mieć taką bazę, na której może się oprzeć. W moim wypadku jest to wspierająca mnie rodzina.

Oczywiście nie zawsze jest łatwo. Nigdy z mężem nie konkurowaliśmy zawodowo, ale nasze prace potrafią wygenerować trudności, powiedziałabym, logistyczne. Ktoś musi zostać w domu, żeby z kimś porozmawiać, coś załatwić. Więc jedno z nas musi z czegoś zrezygnować. Mąż pilnuje tego, żeby to nie był zawsze on, a ja tego, żebym to nie była zawsze ja. To ważne, żeby nie mówić, czyja praca jest ważniejsza. Siadamy
i dogadujemy się – co jest fajne, ale nie ukrywam, że potrafi być także stresujące. Takie domowe negocjacje.

MH: Czy jest jeszcze czas na jakieś inne pasje w Twoim życiu?

OG-S:  Zdecydowanie joga. Praktykuję jogę od kilkunastu lat i nie zamierzam przestawać.

MH: Czy ta praktyka przekłada się jakoś na życie osobiste bądź zawodowe?

OG-S: Joga przede wszystkim utrzymuje mnie doskonałej kondycji psychofizycznej. Tworzenie dobrej atmosfery w firmie traktuję jako część moich zawodowych obowiązków, a joga bardzo mi w tym pomaga. Ludzie przychodzą do mnie z różnymi sprawami, czasem bardzo trudnymi, nie mogą więc spotkać osoby, która daje się ponosić nastrojom.

MH: Zbliżają się Święta Bożego Narodzenia. Jak spędzasz ten czas?

OG-S: Cały rok jesteśmy niesamowicie zabiegani. Ja dużo podróżuję, więc często nie ma mnie w domu. Czas świąteczny jest dla mnie tym bardziej szczególny. Spędzam go z moją rodziną, mężem i dwójką nastoletnich dzieci. Co roku wyjeżdżamy w góry i wyłączamy się, w przenośni i dosłownie. Odkładamy nasze telefony i aktywnie spędzamy czas. Naszym ulubionym sportem zimowym jest jazda na nartach. Na stoku potrafimy spędzić cały dzień. A wieczorem siadamy przy kominku i rozmawiamy. Jest przy tym dużo radości i śmiechu.

Polecam każdemu w ciągu roku taki moment oderwania od codzienności. W dzisiejszym świecie to czas jest najbardziej deficytowym towarem. Dlatego musimy go szanować i o niego dbać.